piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 6

Przez całą noc myślałam o tej sytuacji z Andym, chyba za dużo wypiłam. Miałam zamiar dzisiaj wszystko wyjaśnić, Christianowi i Andy'emu.
Zadzwoniłam do Emmy, żeby zapytać czy jedzie ze mną do szkoły. Jedyne co usłyszałam, że abonent jest tymczasowo niedostępny. Może bateria jej padła i zapomniała podłączyć wieczorem telefon. Z Emmą wszystko jest możliwe. Albo ta jej randka się udała, że wyłączyła aż telefon. No trudno, dowiem się wszystkiego w szkole. Miałam zamiar ładnie się dzisiaj ubrać, bo na pewno spotkam Erica.
Dzisiejsze malowanie zajęło mi nieco więcej czasu niż zwykle, lekko pokręciłam swoje brązowe włosy i założyłam ubranie. Zeszłam po schodach na dół, zrobiłam sobie tosty z dżemem, które szybko zjadłam, bo prawie byłam spóźniona do szkoły. W salonie siedział Christian w garniturze, szykował się na jakąś rozprawę, czy coś w tym stylu.
-Hej Zuza, już idziesz do szkoły?- zaczepił mnie kiedy zakładałam kurtkę.
-No tak, muszę wychodzić, bo się spóźnię. - uśmiechnęłam się do niego i złapałam za klamkę.
-Ładna z was para, z tym Andym. Ryan nie jest zazdrosny o swojego przyjaciela? - puściłam klamkę i spojrzałam na niego.
-Zazdrosny? No co ty Chris, Ryan to mój przyjaciel, jak i Andy'ego.
-To dobrze. Nie będę musiał cię już tak pilnować skoro masz chłopaka, który cię obroni. - zdziwiłam się, czasami racja nigdzie mnie nie puszczał, sprawdzał mój telefon. Jak ojciec, który martwi się o córkę.
-Serio? Zero sprawdzania? - on tylko kiwnął głową i się uśmiechnął. Chyba będę musiała udawać, że Andy to mój chłopak. Wtedy będę mogła spotykać się z Ericiem.
-Dzisiaj idziemy na obiad z Andym. - stwierdziłam, żeby wiedział że nie będzie mnie w domu.
-Okej nic nie szkodzi, wróć o której chcesz. - wow, to jest dla mnie całkowity szok. Nie ma nic przeciwko związkowi z Andym, który jest ode mnie starszy. Kto mi podmienił mojego wujka.
-Okej, idę do szkoły. Musze pogadać z Emmą. - pomachałam na pożegnanie i wyszłam z budynku.
Po kilku minutach zjawiłam się w szkole, ale nigdzie nie było Emmy, a jej telefon nadal był wyłączony. Chciałam iść po szkole zobaczyć czy nie jest chora i nie siedzi w domu, ale miałam randkę z Ericiem. Nie musiałam wracać do domu, żeby się przebrać bo już ładnie wyglądałam. Eric czekał na mnie przy swoich aucie. Wyglądał tak męsko, okulary na nosie, podniesione włosy. Czułam, że mogłabym być z nim w związku, ufałam mu.
-Witaj śliczna. - pocałował mnie w polik i się uśmiechnął.
-Hej, to gdzie mnie zabierasz?- nigdy nie byłam na randce, na której nie wiedziałam dokąd idziemy. Miałam nadzieję, że mnie zaskoczy czymś niesamowitym.
-Niespodzianka, na pewno będziesz zadowolona. - w jego oczach zauważyłam lekkie podniecenie.
Otworzył mi drzwi i wpuścił do środka. Dość długo jechaliśmy samochodem, jakby chciał mnie wywieźć od tego całego zła tego miasta.
Dojechaliśmy do pewnej polany, na której rozłożony był koc obok samochodu. Eric wyciągnął z bagażnika koszyk piknikowy.
-Głodna? -akurat zaburczało mi lekko w brzuchu.
-Strasznie.- uśmiechnęłam się do niego. Usiedliśmy na kocu, rozmawialiśmy o szkole, a tym co chcę robić w życiu. Nie zapytał w ogóle o dzieciństwo, co w sumie mnie zaskoczyło. Na randkach zwykle opowiada się o swoim dzieciństwie. Z resztą dobrze, że tak wyszło. Nie chciałabym opowiadać o tym co przeszłam. Kiedy już zjedliśmy i zrobiło się już późno postanowiliśmy wrócić do domu. Tym
bardziej, że jutro miałam jeszcze szkołę. Schowałam koszyk po bagażnika, zamknęłam go, a za mną stanął Eric. Odwróciłam się do niego i oparłam się lekko o samochód. Przez moją głowę przeleciała myśl, by go pocałować. Lecz on to zrobił. Z początku był to delikatny pocałunek, który robił się coraz bardziej dynamiczny. Nagle w mojej głowie pojawił się pocałunek z Andym, a potem zobaczyłam Ryana. Co się dzieje w mojej głowie. Wstrzymałam pocałunek.
-O co chodzi? Nie chcesz mnie? - spojrzał mi w oczy. Złapałam się za głowę.
-Nie po prostu mam natłok myśli teraz. - spojrzałam na Erica, był bardzo napalony.
-Pomogę ci o tym zapomnieć, tylko się trochę rozluźnij.- znów mnie pocałował, ale nie tak delikatnie, zaczął wpychać swój język do mojego gardła, chciałam przestać a nie mogłam. Zaczął mnie obmacywać, z początku było to przyjemne, gdy nagle zaczął rozpinać moją koszulę.
-Przestań!- wyrwałam się. - Co ty robisz?
-Chcę być w Tobie, teraz. - zaczął z powrotem mnie obmacywać.
-Ale ja nie chcę! Rozumiesz? Nie chcę. - zaczęłam krzyczeć, ale nikt mnie nie słyszał. Byliśmy na środku jakiegoś pustkowia. Nie wiedziałam co robić.Wyciągnęłam telefon i do kogoś zadzwoniłam.
-Zrobisz to, co będę chciał, rozumiesz. Jesteś moja, marzyłem o tym odkąd się spotkaliśmy po raz pierwszy. Będę w tobie, poczuję tą rozkosz Zuza. Nikt nie będzie cię miał. - nie wiedziałam co powiedzieć kiedy zaczął swój monolog. On był chyba jakiś chory psychicznie.
-Nie rób mi krzywdy Eric. Ja ucieknę do tego starego domku niedaleko od tej polany i nic mi nie zrobisz. - miałam nadzieję, że mój telefon się z kimś połączył. Eric rzucił mnie na koc i zaczął obmacywać.
-Lubię grę wstępną kotku. - znów mnie pocałował, dość pogłębiając pocałunek. Nie wiem ile minęło, gdy usłyszałam silnik dwóch motorów. O matko to Ryan.
-Zostaw ją świnio.- krzyknął Andy. Podszedł do niego i mocno przywalił mu w twarz. Potem zaczął go kopać, aż Eric stracił przytomność. Ryan podszedł do mnie.
-Zuza nic ci nie jest? Co tu się dzieje? - przytulił mnie zapłakaną.
-On chciał mnie zgwałcić. Proszę jedźmy już stąd. - mówiłam przez łzy. Andy położył go na swój motor, ja usiadłam z Ryanem i ruszyliśmy. Chłopcy stanęli pod posterunkiem policji.
-Musisz to zrobić Zuza, powiedz im wszystko.- weszłam do środka, chłopcy przyprowadzili Erica, który im się wyrywał, a ja weszłam do pokoju przesłuchań. Trochę długo mnie trzymali, aż powiedziałam wszystko. Na koniec jeszcze zbadał mnie lekarz, czy nic mi ten kretyn nie zrobił. Miałam kilka zadrapań, ale da się zakryć to pudrem. Wyszłam, a przed salą siedział Andy.
-Gdzie Ryan głupku? - spojrzałam na niego krzywo.
-Dzwonili do niego rodzice z jakąś sprawą, musiał jechać. Obiecałem, że odstawię cię do domu.
-Okej, byle szybko. - nie uśmiechnęłam się do niego. Nie lubię go. Koniec, kropka. Usiadłam na motorze i objęłam go delikatnie rękoma, które były lekko obolałe od walczenia z tym całym Ericiem.
Podjechaliśmy pod mój wieżowiec. Kiedy zeszłam z motoru trochę zakręciło mi się w głowie.
-Andy, pomożesz mi dojść na górę? - uśmiechnęłam się lekko.
-Oczywiście. - wchodząc do apartamentu spotkaliśmy Christiana.
-Matko, Zuza co ci się stało? - spojrzałam na Andy'ego, który już chciał wszystko powiedzieć.
-Przewróciłam się na tych obcasach i teraz boli mnie głowa. Pozwolisz, że Andy zaprowadzi mnie do pokoju. - uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy. Chciałem was zaprosić jutro na przyjęcie, u jednego z moich klientów.
-Nas? - zapytał Andy.
-Jesteście z Zuzą w związku więc pomyślałem, że fajnie by było gdybyście przyszli razem.
-Oczywiście, że przyjdziemy razem wujku. Teraz pozwól, że się położę. Andy pozwolisz? - spojrzałam na niego i na schody.
-Oczywiście kochanie, że ci pomogę. - zrobiło mi się strasznie głupio, Andy miał o niczym nie wiedzieć, a ten tu wyjeżdża z jakimś przyjęciem.
Weszliśmy do mojego pokoju, Andy posadził mnie na moim łóżku i stanął z założonymi rękami.
-W związku? Tylko ty mogłaś wpaść na taki głupi pomysł. - zaczął na mnie krzyczeć.
-Nie krzycz na mnie debilu. To tylko kit, żebym mogła wychodzić bez jego pozwolenia. Sam tak pomyślał jak cię pocałowałam w holu, bo byłam pijana.
-Teraz to byłaś pijana? Lecisz na mnie i dlatego mnie pocałowałaś idiotko. - spojrzał na mnie.
-Lecę, lecieć to mogę samolotem, albo ty możesz polecieć przez to okno. Pomyśl kretynie, pomożesz mi w jednym małym przyjęciu. Tylko to. - spojrzałam na niego, by się zgodził.
-Ale ty zrobisz coś dla mnie. - poruszył dziwnie brwiami.
-Co takiego? - pomyślałam już o najgorszym, że będę jego służącą i będę musiała wszystko dla niego robić.
-Poudajesz moją kochającą dziewczynę na moim zjeździe rodzinnym. Spędzisz z nami cały tydzień.
-Tydzień? Oszalałeś, a co z moją szkołą? Nie ma mowy.
-Powiem wszystko Christianowi i będziesz musiała opowiedzieć historię o Ericu.
-To szantaż? A co za szkołą? - nie mogę opuścić lekcji, więc miałam przewagę.
-Pogadam z Christianem. - spojrzałam na niego.
-Głupi jesteś? On nie wiem, że tam chodzę.
-Wiem, mam na ciebie haka, poproszę by napisał zwolnienie. Opowiem, że chcę cię przedstawić rodzinie. - zaśmiałam się.
-On się nigdy nie zgodzi. - złożyłam ręce w krzyż na klatce.
-Christian! Mogę z Tobą porozmawiać? - krzyknął na dół, po chwili w moim pokoju pojawił się Chris.
-Słucham? Pomóc ci w czymś Andy? - ten kretyn uśmiechnął się do niego.
-Chciałbym zabrać Zuze, po jej urodzinach na tydzień w góry. Chcę ją przedstawić rodzinie. Napisałbyś zwolnienie do szkoły, a Zuza jutro zaniesie przed przyjęciem.
-Nie ma sprawy, przyda jej się tydzień odpoczynku od tego miasta. - napisał na karteczce, podpisał i podał mi ją. - Tylko macie być grzeczni.
-Oczywiście Christian. To widzimy się jutro na przyjęciu. Dobranoc kochanie. - podszedł do mnie i pocałował. Fuu, to było obrzydliwe. Będę musiała z nim tyle czasu spędzić. Ale musiałam udawać, po tym moje życie się zmieni.
-Dobranoc Andy. - wysłałam mu jeszcze buziaczka. - Uważaj w drodze powrotnej.
Na reszcie wyszedł. Tydzień w górach wydawał się całkiem spoko, oprócz tego, że miałam go spędzić z Andym, jeszcze jako jego dziewczyna. Położyłam się spać, by zapomnieć o wszystkich zmartwieniach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz