Jechaliśmy samochodem Em, ponieważ tylko ona przyjechała autem.
My z Ryanem robiliśmy sobie śmieszne zdjęcia. Trochę daleko to było więc włączyliśmy radio, leciała piosenka Lawson "Juliet", wszyscy zaczęliśmy śpiewać na cały samochód, aż jakieś dziewczyny z samochodu najpierw się z nas śmiały, a jak zobaczyły Ryana szczęki im opadły z wrażenia. Po jakichś 20 minutach drogi dojechaliśmy do wielkiego domu, z dużym podwórkiem, boiskiem do grania w piłkę nożną. Od razu mi się spodobało, bo uwielbiam grać w piłkę. Tylko kiedy chciałam wejść do domu, rzucił się na mnie Joel bodajże.
-Hejka Zuza, miło cię widzieć w naszym domu, Ryan ciągle o Tobie mówi. Wspominał przez telefon, że z nami zamieszkasz. - mówił tak szybko, że prawie nie zrozumiałam co do mnie mówi.
-Hej, też się cieszę Joel. - uśmiechnęłam się, bo znam przynajmniej ich imiona, a widziałam kiedyś zdjęcie Joela u Em w domu. - A poznajcie się, to moja przyjaciółka Emma Paddington. - przerwała mi blondynka.
-Joel Peat, gitarzysta Lawson, znam cię. Chyba zaraz zemdleje.- Joel się uśmiechnął i ją przytulił.
-Zuza, to jest Adam.
-Tak wiem perkusista, uwielbiam grać na perkusji, musisz mnie pouczyć kilku rytmów, co? - zrobiłam minkę, po której nikt mi nie odmówi.
-Chyba będę musiał. - wyszczerzył się. Więc poznałam już trzech członków Lawson, gdzie się skrywa czwarty, wokalista. Z którym miałabym coś wspólnego bo również śpiewam.
-Och Andy!- zawołał Joel chłopaka, który stał na tarasie za domem. Podszedł do mnie Ryan i szepnął
-Andy jest z nas najstarszy, to nasz taki tatuś, spodoba ci się- uśmiechnęłam się do Ryana i uderzyłam lekko w brzuch, co to ma znaczyć, że mi się spodoba. Już chciałby tylko mnie swatać z ludźmi.
-No chodź, to ta dziewczyna, o której tyle opowiadał. - usłyszałam za sobą. Stałam tyłem do nich, ponieważ rozmawiałam z Ryanem.
-Zuza, to Andy, nasz wokalista. - uśmiechnęłam się, ale kiedy się odwróciłam uśmiech zszedł mi z twarzy.
-Serio, to ta ciamajda. - zaśmiał się Andy. Jak można mieć taki tupet, nawet stojąc tu, nie potrafi przeprosić za to co zrobił.
-To ten kretyn? O matko. - zrobiłam obrażoną minę i podeszłam do Em, i powiedziałam, że to ten od koszulki.
-To wy się znacie? - wtrącił się Adam. - Dziwne. - zdziwiony całą sytuacją poszedł do swojego pokoju.
-Weszła mi pod koła, a potem jeszcze na mnie wpadła. - powiedział brunet.
-Ja weszłam pod koła, ja na ciebie wpadłam? Ty masz coś z głową! - już podchodziłam do niego kiedy od tyłu przytulił mnie Ryan.
-Zuza spokojnie, jakoś to wyjaśnicie. - spojrzałam na Em, myślałam że mi pomoże, a ona kręciła z Joelem. No ładnie, jeżeli zostaną parą, będę musiała tu przychodzić jeszcze częściej.
Nagle Andy wyszedł, powiedział że musi się przyszykować na wyścigi.
-Na jakie wyścigi?- zapytała zainteresowana Em.
-Dzisiaj wieczorem jest nielegalny wyścig, na motorach, będziemy się ścigać. Wpadniecie?- uśmiechnął się słodko Joel.
-Ojciec mnie na pewno nie puści z domu, więc raczej nie. - Emma posmutniała, ale nie mogłam nic zrobić. Nie miałam zamiaru spotkać się z tym kretynem jeszcze raz. Po jakimś czasie rozmowy i wydurniania się z Ryanem, miałam zamiar wrócić do domu. Zabrałam Em po drodze i ruszyłyśmy do domu.
-Ale on jest super. - wzdychnęła Em. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
-Wpadł na mnie, a ty mówisz, że jest super? Oszalałaś. - podniosłam lekko głos.
-Uspokój się Zuza, mówię o Joelu, chciałabym się z nim dzisiaj spotkać, dałam mu mój numer. - wyglądała na szczęśliwą, nie chciałam jej nic psuć.
Kiedy wróciłam do domu, Christiana nie było, znowu. Zostawił mi liścik.
"Słoneczko, wychodzę na biznesową kolacje, nie czekaj na mnie. Chris" Wieczór jak co dzień, nigdy go nie ma w domu. Nie mam nawet z kim porozmawiać. Zrobiłam sobie coś do jedzenia na szybkiego, wzięłam prysznic, ubrałam się w pidżamę. Usiadłam w salonie i włączyłam wielki telewizor, kiedy zadzwonił telefon.
-Dobry wieczór Zuzanno. - na mojej twarzy pojawiło się zdziwienie. O co chodzi.
- Dobry pani Paddington, coś się stało? - zapytałam udając poważną.
-Przeszkadzam pewnie w pidżama party, ale czy poprosisz Emmę, chciałabym wiedzieć czy wszystko dobrze. - Emma, pidżama party, co? Och i wszystko wiadome poszła na ten głupi wyścig, przez Joela, jej matka ją zabije. Muszę coś wymyślić. Nie miałam żadnego pomysłu.
-Emma właśnie zasnęła, oglądałyśmy strasznie nudny film, ale wszystko dobrze, jutro rano odstawię ją do domu. - uśmiechnęłam się do słuchawki. Zabiję Emmę.
Wstałam z kanapy, wyłączyłam telewizor i pobiegłam do mojego pokoju szybko się ubrać. Zleciałam szybko, nie zostawiając nawet kartki wujkowi, że wyszłam by poszukać przyjaciółki. Dojechałam taksówką do miejsca, gdzie odbywał się wyścig. Zauważyłam Ryana na motorze.
-Ryan! - krzyknęłam głośno i nagle blondyn pojawił się koło mnie z uśmiechem na twarzy.
-Dobrze, że jesteś. Wyglądasz jakbyś dopiero co wstała. - zrobił krzywą minę.
-Szukam Emmy, powiedziała rodzicom, że zostaje u mnie na noc. Więc po nią przyszłam.
-Jedzie z Joelem w wyścigu, potrzebne są dziewczyny. - dziwnie na mnie spojrzał.
-O nie, nie patrz tak na mnie, nie wsiądę z Tobą na to. - założyłam rękę na rękę i stałam tak chwilę. Po chwili przyjechał Andy.
-Cześć śliczna obrażalska, jedziesz ze mną? - uśmiechnął się do mnie, teraz próbował na mnie swojego podrywu.
-Nie, jadę z Ryanem. Spóźniłeś się. - odwzajemniłam uśmiech ze szczyptą ironii.
-Andy jesteś wolny? - odezwała się wysoka, ruda dziewczyna. Podbiegła do niego i wsiadła na motor. O nie, nie dam się tak.
-Ryan wygramy ten wyścig. - klepnęłam go po ramieniu wsiadając na motor.
-Jesteś tego pewna? Nie musisz mu niczego udowadniać. - nic nie powiedziałam oprócz słowa jedź. Byłam wkurzona na tego całego Andy'ego, za kogo on się uważa. Nagle usłyszałam:
'Chłopcy na linię startu, dziewczęta, paski w dłoń. Zdziwiłam się.
-Ryan, po co paski? - spojrzałam na niego z dziwną miną.
-Hmm musisz się do mnie przywiązać, plecami.- zszokowała mnie ta wiadomość. Chciałam to mam, mogę teraz umrzeć, jadąc na motorze z przyjacielem. O boże ratuj.
Kiedy już to zrobiłam widziałam tył motoru, głośnie przełknęłam ślinę. Obok nas pojawił się Andy z rudą dziewczyną.
-Ryan może nie stawaj na jednym kole dzisiaj. - i pojechał na swoje miejsce. Spojrzałam się na Ryana, on pocałował mnie w czoło.
-Nie martw się, nie stanie ci się krzywda przy mnie. - uśmiechnął się i od razu zrobiło mi się lepiej.
Gotowi, do startu, start. Ruszyli, strasznie się bałam, nie widziałam jak Ryan jedzie, widziałam tylko ludzi, którzy oddalali się coraz bardziej. Nagle Ryan stanął na tylnym kole, twarzą prawie dotykałam ulicę, pisnęłam.
Nareszcie koniec, byliśmy pierwsi, ten Andy ma za swoje.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz