czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 4

Cieszyłam się razem z Ryanem z wygranej, zeszłam z jego motoru, żeby poszukać Emmy, gdy nagle usłyszałam  syrenę policyjną, wszyscy zaczęli uciekać. Sama nie wiem gdzie był Ryan, możliwe, że już pojechał żeby nie złapała go policja, podjechał do mnie Andy.
-Ty wsiadaj, zanim nas złapią.- usiadłam za nim na motorze i szybko ruszył.- Złap się mnie.
-Nie będę cię dotykać! - oburzyłam się.
-To pewnie spadniesz. - oczywiście jak powiedział tak się stało, spadłam i wybrudziłam całą swoją bluzę i spodnie w jakimś błocie czy czymś. Zatrzymał się i zaczął się ze mnie śmiać.
-Na serio jesteś ciamajda, tylko ty potrafisz z własnego egoizmu nie złapać się i spaść.
-Och jak ty mnie dobrze znasz! Zawieź mnie do mojego domu. - powiedziałam i chciałam wsiąść na motor.
-O nie! Nie wsiądziesz tak na mój motor. Wybrudzisz go. - uśmiechnął się złowieszczo.
-Chyba mnie tu nie zostawisz co? Nie jesteś taką świnią. - zmierzył mnie i podał jakąś torbę.
-Wsadź tu brudne rzeczy. - popatrzyłam na niego z niedowierzaniem, kazał mi się rozebrać do bielizny. Zaczęłam ściągać moje ubrania, aż zostałam w samej bieliźnie. Andy jeszcze raz uważnie mi się przyjrzał.
-Daj mi kurtkę! Bo będzie mi zimno. - zrobiłam minę typu 'odwal się'
-Nie sądziłem, że się odważysz. - ściągnął kurtkę, było widać jego dobrze zbudowaną klatkę piersiową, na przylegającej koszulce. trochę zrobiło mi się cieplej.
-Nie mam czego się wstydzić. - wymusiłam uśmiech.
-W sumie to racja. - ocenia mnie, kretyn całkowity. Nienawidzę go i nigdy się z nim nie zakoleguje.
Usiadłam na miejscu pasażera i objęłam go w pasie. Poczułam jak się uśmiecha, lecz nie byłam całkowicie pewna. Dojechaliśmy pod mój wieżowiec.
-No to, masz niezłą chatę ciamajdo. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli już razem uciekać przed policją. Chociaż można się z ciebie pośmiać. - zaśmiał się i odjechał.
Co za kretyn, nigdy w życiu nie spotkałam tak pewnego siebie idioty, który nie ma zasad w życiu i jest całkowicie nie ułożony. Weszłam do budynku i pojechałam windą na 13 piętro. Pod drzwiami do apartamentu stała Emma z miną 'wybacz mi'
-Musisz mi sporo wyjaśnić Em, twoja matka dzwoniła do mnie.
Ciesz się, że Christiana nie było.
-Ja muszę wyjaśnić, jesteś w bieliźnie i kurtce, a swoje rzeczy masz w torbie. Co ty robiłaś z tym Ryanem?- zapytała. No właśnie, muszę zadzwonić do Ryana, nie widziałam go odkąd przyjechała policja i zabrał mnie Andy.
-Poczekaj, muszę do niego zadzwonić. - wyjęłam swojego iPhone, tymczasowo miałam fazę na Spongeboba, więc taką miałam obudowę. Wybrałam numer i już łączyło mnie z Ryanem.
-Jejku Zuza, dobrze, że dzwonisz. Martwiłem się, że cię złapali. Jak stamtąd uciekłaś?- martwił się o mnie, ale sam mnie zostawił i uciekł.
-Zostawiłeś mnie, ale wiesz ten idiota Andy mnie zabrał. Mam nawet jego kurtkę w domu, ale nie ważne. W ogóle w sobotę moje urodziny. Weź ze sobą chłopaków, możesz wziąć tego kretyna też. - uśmiechnęłam się do telefonu i zapomniałam o tej sprawie z policją. Byłam za bardzo podjarana moimi zbliżającymi się urodzinami.
-Nom okej, pewnie wpadnę jutro do ciebie po twojej szkole, to obgadamy gdzie zrobimy imprezę.
-Okej Ryan, dobranoc. - usłyszałam w słuchawce śpij dobrze słoneczko i sygnał zakończonego połączenia.
Emma na mnie dziwnie spojrzała.
-Jeżeli jechałaś z Andym, co on ci zrobił, że jesteś w bieliźnie? - zaczęłam się śmiać, bo jednak to trochę było śmieszne. Ale uspokoiłam się, żeby nie obudzić sąsiadów.
-Wpadłam w błoto, bo nie chciałam się go złapać. I tak jakoś wyszło. Ale nie ważne, idziemy spać. Jutro szkoła Em. Rano zadzwonimy do twojej mamy powiemy, że idziemy do szkoły razem, pożyczę ci ciuchy.- ziewnęłam bo byłam strasznie zmęczona. Kiedy otworzyłam drzwi przede mną stanął Christian. Od razu spuściłam głowę w dół, za mną weszła rozbawiona Em, która również zamilkła.
-O panienka Paddington u nas nocuje, jak miło. - złożył ręce w krzyż na swojej klatce.
-Christian, wujku wszystko ci wyjaśnię.- było mi strasznie głupio, stałam w samej bieliźnie przed własnym wujkiem, w męskiej kurtce, to na prawdę źle wyglądało.
-Porozmawiamy jutro po szkole, teraz marsz na górę spać. - wskazał ręką na schody, a my szybko pobiegłyśmy na górę.
-Jejku, przerąbane. A jak nie urządzi mi urodzin? - załamana usiadłam na łóżku. - To wszystko wina tego Andy'ego. Idiota, zniszczył mi całe życie.
-Zuza będzie dobrze, on jest wyrozumiały. Jak mu wyjaśnisz całą sytuację, to nie będzie zły.
-Mam nadzieję, jak nie będę miała imprezy urodzinowej, obiecuję, że zabije Andy'ego.
Emma na mnie spojrzała wzrokiem detektywa.
-Sporo o nim mówisz, on ci się podoba! Nie wierzę! - zaczęła skakać po łóżku i powtarzać w kółko 'PODOBA CI SIĘ!'
-Nie prawda, zejdź z tego łóżka. Nie podoba mi się, nienawidzę go. Idę wziąć prysznic i do łóżka. Ty też idź spać! -Wyszłam do toalety, kiedy już z niej wyszłam Emma słodko spała, a ja? Myślałam o tym co mi powiedziała. Andy mi się podoba? To prawda zrobiło mi się cieplej jak zobaczyłam go w samej koszulce i przeszedł mnie przyjemny dreszcz kiedy objęłam go podczas jazdy. Nie, on mi się zdecydowanie nie podoba. Koniec tematu, jutro przypomnę sobie, że przez niego Chris jest zły i tyle.
Gdy położyłam się na łóżko, od razu zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz